piątek, 24 kwietnia 2015

Mapa

Edukacja domowa pozwala na różnorodność i swobodę. Jedna z niewątpliwych zalet polega na tym, że każda rodzina może ją realizować, jak sobie wymyśli. Jedni wybierają podążanie za dzieckiem, inni realizują program, niejako robiąc szkołę w domu. Każdy wybiera to, co mu odpowiada. I to jest piękne i wspaniałe. Dlatego też nie ma jednej odpowiedzi, jak wygląda dzień rodziny ed. Dlatego tak trudno odpowiedzieć, na czym to polega. W każdej rodzinie wygląda to po prostu inaczej. A u nas? Sama do końca nie potrafię odpowiedzieć ;) Jesteśmy dopiero w zerówce i pierwszy rok w domu, bo wcześniej M chodziła do przedszkola, więc przechodziła także proces odszkolnienia. Podoba mi się idea podążania za zainteresowaniami dziecka i tu widzę swoją ułomność. Staję ostatnio w prawdzie o sobie. Uważałam się za dobrze zorganizowaną i z wewnętrzną dyscypliną. Co za rozczarowanie! Przeszłam przez kilka fal frustracji, by wreszcie uznać, że w domu moje cechy tak cenione w pracy, w ogóle nie istnieją. I trudno! Wcale to nie przeszkadza nam, by nadal pozostać w ed. Można być rozlazłym, niezorganizowanym, niekreatywnym, a nawet leniwym i nadal być w ed! Bo nasze dzieci są kreatywne i ciekawskie. Ich zapał nie jest niszczony przez system. Boje się tylko, żebym ja tego nie zniszczyła. Kilka razy miałam takie wrażenie, kiedy moja córcia chciała coś robić, a mi zabrakło sił, żeby temat pociągnąć. Ostatnio jednak coś się udało i jestem po prostu dumna z nas obu. Uważam, że obie przeszłyśmy jakąś wewnętrzną przemianę, bo wcześniej M mniej chętnie przyjmowała moje propozycje. Natomiast ostatnio udało mi się jednak wyczuć moment. M na świetlicy Montessori zrobiła z kolorowej masy solnej wymyśloną mapę. Bardzo mi się ta praca spodobała, zwłaszcza, że M zrobiła Polskę i stwierdziła, że próbowała zrobić Afrykę. 



Zapytałam ją, czy zatem nie chciałaby zrobić prawdziwej mapy z kontynentami. Byłam pewna, że nie będzie chciała. Ale ona się zgodziła! Niestety często wcześniej w podobnych sytuacjach, potrafiłam tematu nie pociągnąć i tracić okazje, ale tym razem postanowiłam iść za ciosem. Uwierzcie, że to naprawdę praca nad sobą. Kocham za to ed, między innymi ;) Zaangażowałam jeszcze tatę, bo poprosiłam, żeby znalazł nam kontynenty do druku. S jak na życzenie spał prawie 2 godziny – dokładnie tyle zabrało nam wyklejanie plasteliną kontynentów. Obudził się dosłownie w momencie, gdy skończyłyśmy – co za wyczucie chwili ;)




Inspirowałyśmy się kolorami kontynentów wg metody Montessori. Mapa wisi na lodówce i jest cały czas okazją do utrwalania nazw kontynentów, bo M stale się mylą Ameryki i trudno zapamiętać nazwy Australia i Antarktyda. Natomiast gdy ja pytam, gdzie leży dany kontynent, pokazuje bezbłędnie :) Jestem taka zadowolona. Moja córcia mnie inspiruje.


Ps. Na mapie brakuje Antarktydy, bo taka wersja się nam wydrukowała i M już nie chciała jej doklejać (jest biała wg Montessori). Natomiast zabawnie wygląda, gdy pokazuje, gdzie leży, gdy o to pytam :)

Ps2. Myślę, że nie bez znaczenia był mój autentyczny zachwyt mapą, którą Marta sama wymyśliła. Gdybym skrytykowała, że po co tak wymyślać, że lepiej robić prawdziwą, pewnie by jej to wcale nie zachęciło do zrobienia mapy prawdziwej. A widząc mój entuzjazm zapewne poczuła zachętę, by robić coś dalej.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Jestem zachwycona !!!
Gratulacje :)))
Dziękuję Ewa za dzielenie się Waszymi wspólnymi chwilami na fb, to nie takie proste i oczywiste,a dodaje odwagi i wiary w ED innym :)
Pozdrawiam, Ania ŚM